Chainsaw-góra

Ostatni Posłaniec Światła – recenzja płyty Chainsaw – The Last Crusade

Jest listopad, no to zrobimy sobie zaduszkową recenzję. I na tym koniec żartów. Ta recenzja jest najbardziej wymagającym tekstem, jaki do tej pory przyszło mi pisać. Sama nie wiem, czy przez to, że moje pierwsze spotkanie z zespołem Chainsaw było na żywo, czy może przez skomplikowane utwory The Last Crusade. Bardzo możliwe, że oba czynniki mają z tym coś wspólnego. No, ale do rzeczy.

PŻ-2017_437
Chainsaw to bydgoski zespół, który obecnie obchodził będzie 20-lecie istnienia. Zwieńczeniem tylu lat pracy muzycznej jest właśnie płyta The Last Crusade. Chainsaw ma za sobą wiele koncertów supportowych (m.in. przed Acid Drinkers czy Hunter) jak i indywidualnych. Największym sukcesem zespołu był występ na festiwalu w Wacken w Niemczech dzięki wygranej w Wacken Metal Battle (edycja polska). Zespół wydał siedem płyt. Ostatnią, przed The Last Crusade, był krążek War of Words (2013), do którego jeszcze się odniosę.

Chainsaw_1 Chainsaw_2
Okładka płyty ma niezwykle ciekawy design. Grafika przywodzi na myśl średniowieczne ryciny (choć bliżej jej raczej do techniki suchej igły niż do klasycznego drzeworytu), które to zresztą też zostały wykorzystane, m.in. we wkładce z tekstami. Oprawa graficzna idealnie współgra z motywem przewodnim treści płyty. Po wielu godzinach spędzonych na wykładach ze znienawidzonej historii sztuki miałam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała oglądać grafik Hansa Hollbeina. No cóż, tak się wyjątkowo trafiło i muszę przyznać, że zabieg użycia tej konkretnej stylizacji wyjątkowo się zespołowi udał. Okładka odbiega również od standardowego stylu poprzednich krążków. Chainsaw postawił tym razem na czarno-białą kolorystykę ze szczegółowymi, acz minimalistycznie wyglądającymi grafikami.

Chainsaw_3 Chainsaw_4

Chainsaw_6 Chainsaw_5Gdy otworzymy digipack naszym oczom ukazują się wizerunki członków zespołu, zakładka z tekstami oraz (po otworzeniu wewnętrznego skrzydełka) płyta i krótki opis kto nad czym pracował przy produkcji płyty. Rewers okładki skrywa spis utworów i grupowe zdjęcie zespołu. Osobiście bardzo lubię digipacki otwierane na dwa razy, ma się wtedy wrażenie jakby trzymało się w rękach książkę. Otwierając kolejne skrzydełka okładki odkrywa się kolejne sekrety – w tym przypadku te mroczne… Aneksem do tajemnic jest wkładka z tekstami.
I tutaj zaczyna się historia…

Przechodziłeś pośród resztek desek, po chlupoczącym błocie. Z nieba lały się strugi deszczu. Gdzieś w tle słychać było posępne skrzypienie szyldu jakiejś podejrzanej speluny. Nie chciałeś tam wchodzić… Bałeś się, że radosne pijackie krzyki oderwą cię od problemów, które spadły na ciebie jak kruk rażony gromem. A z którymi musisz sobie sam jeden poradzić…
– Zaraza…
Kopnąłeś truchło szczura leżące na bruku. Widmo śmierci przesuwało się coraz bardziej w głąb miast, zbierało ciągle swe żniwo. Nie oszczędzało ni wierzących, ani tych, którzy postanowili żyć bez Boga w sercu. Zwłaszcza biedacy nie mieli żadnych szans – ich śmierć można było porównać do uporczywych insektów. Czegoś co jest, bo musi być, a ich znikanie wręcz sprawia ulgę.
Porwał cię tłum. Uzbrojeni mężczyźni biegli na wschód, do bram miasta. Ktoś wcisnął ci w dłoń stalowy miecz. Ledwie znaleźliście się przed murami twierdzy, a zasypał was deszcz strzał. Ledwie skryłeś się za jakimś głazem – nie chciałeś brać udziału w tej bitwie… To nie twój świat. Ty jesteś Posłańcem Światła, aniołem Pana… Z sekundy zamyślenia wyrwał się zataczający w agonii jeden z żołnierzy. Skoczyłeś szybko ku niemu. Nakazałeś mu się położyć. Przytrzymywałeś mu głowę i słuchałeś jego ostatnich słów…
– To nie tak miało być… – wycharczał. – Obiecał nam łąki niebieskie, światłość wiekuistą… To dla Niego walczymy… A gdzie On teraz jest? GDZIE?! Widzę… tylko ciemność…
Ostatni dech uleciał z jego ciała. Nakreśliłeś znak krzyża na jego czole i zamknąłeś powieki. Owionąłeś anielskim błogosławieństwem, może jeszcze nie jest za późno dla jego duszy.
Sam przymykasz oczy.
Skrzydła krwawego dymu przenoszą cię w sam środek walki. Na twoich oczach giną setki ludzi – w imię czego? Innej wiary, bo Pan im tak nakazał? Wybrał ich, naznaczył krzyżami na tarczach, ale po cóż nakłaniać do morderstw drugiej istoty?!
Tak, nieście moje Słowo! Zabijcie każdego, kto sprzeciwia się moim prawom!
A z czarnych chmur niech pada krwawy deszcz. Nikt nie zważał na krzyki matek z dziećmi. Niewinne życia, a jednak On już wybrał – On wiedział, że się od Niego odwrócisz, On wiedział, że z ciebie Królestwo Niebieskie nie będzie mieć pożytku…
Nie wiesz czemu, lecz sam masz ochotę sięgnąć po miecz – ponownie. Jakaś siła każe ci walczyć po stronie dobra… Lecz czymże jest dobro w tym momencie? Ty tylko dołożysz kolejną kostkę do bruku prowadzącego do Piekła.
I zaintonujesz tylko: In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti…
– NIE!
To brednie! Nie będziemy Twoimi pionkami na szachownicy życia! Zabijamy w Twe imię, a Ty wciąż każesz nam czekać na zbawienie… Czy te wszystkie zapewnienia o odkupieniu win i życiu wiecznym były wyłącznie ułudą, zwykłym kłamstwem?! My nie mieliśmy wyboru, TY kazałeś nam stanąć do tej wojny – pokaż nam to Światło!
Ludzie, przestańcie Go słuchać! Nawet ja, Anioł Boży, Posłaniec Światła, ulegam jego chorym przekonaniom, a co dopiero wy, głupcy!
Wreszcie pozostałeś tylko ty. Stałeś pośrodku zgliszczy, wśród trupów wiernych. W twojej głowie kłębiły się tysiące myśli, rozrywały twój umysł. Krzyczałeś, darłeś palcami pooraną, zakrwawioną ziemię… Targałeś z całych sił swoje długie włosy nasiąknięte błotem i posoką.
Niebo przecięła błyskawica.
Tyle lat wojen, śmierć tylu istnień musiałeś oglądać. Wciąż poszukiwałeś wytchnienia.
I już wiesz, co może ci je dać.
Wziąłeś do ręki swój miecz. Srebrny, inkrustowany zielonymi onyksami. Wzór na klindze przywodził na myśl krzyż. Pamiętałeś każdą śmierć zadaną tym ostrzem, każdą niewinną duszę zabraną w Niebyt.
Unosisz go. Przypominasz sobie kolejne słowa przysięgi dane Jemu w dniu powołania do służby. I ostatnie zdanie:

In nomine magna veritas.
W imię Najwyższej Prawdy.

Czy tego właśnie chciałeś? Tracisz swego ostatniego sługę. Tego, który chodził po Ziemi żeby zbawiać dusze. Tego, który gdy widział niepewnych – wskazywał im drogę wiary. A teraz…
Straciłeś właśnie ostatniego Posłańca Światła.
A słońce znów krwawo wschodzi nad horyzont.

Chainsaw_7

Podczas pierwszego odsłuchiwania The Last Crusade czułam odrazę. Tak, dokładnie. Miałam ochotę wyłączyć płytę i nie słuchać dalej. Ale jednak coś sprawiało, że nie mogłam się oderwać. Jakbym była spętana łańcuchami, których uścisk zelżeje dopiero, kiedy skończę. Historia, którą opowiedziała mi ta płytka sprawiła, że siadłam w zadumie na dobrych kilka godzin. Myślałam, że nie zniosę natłoku emocji i myśli. Mimo wszystko na drugi dzień sięgnęłam po The Last Crusade po raz kolejny. I kolejny… I…
Płytę z czystym sumieniem polecam fanom Chainsaw. Ale uwaga! Może was spotkać niespodzianka. Po War of Words myślę, że nikt nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Muzyka jest ciężka, mroczna, wprowadzająca w niemałą refleksję – na pewno nie do słuchania ot tak, na co dzień. Wymaga dużego skupienia, głównie przez mocno rozbudowaną linię melodyczną (co mogą docenić na przykład wielbiciele metalu progresyjnego). A głos Macieja Koczorowskiego zabierze cię przed bramy samych piekieł.

A TOBIE jaką historię opowie The Last Crusade?

Chainsaw – The Last Crusade (2017)
1. The First Crusade
2. Zaraza
3. Broken Promises
4. Cross on our Shields
5. Czarne Chmury
6. Theese Eyes of Hate
7. No!
8. Eternal Rest
9. Sword and Faith
10. Farewell to the Damned
11. Epiloque

Płytę możecie kupić na przykład na stronie Chainshop
Więcej informacji o Chainsaw znajdziecie na stronie zespołu