Do gwiazd! – czyli recenzja muzyki Sébastiena „Sebdoom” Pierre’a

Kto z was lubi Star Wars? Prawdopodobnie nie ma człowieka, który lubi science-fiction, a nie zna tej kultowej serii. Ale nie w samym filmie znajdziemy tematy związane z eksploracją kosmosu. Wśród graczy bardzo wysokie miejsce zajmuje seria Mass Effect. Fani polemizują między sobą, która z części jest najlepsza, jednak są zgodni co do soundtracków z tych gier. Muzykę do nich tworzyli m.in. Sam Hulick i Jack Wall. Jednak nie o nich będzie ta recenzja.
Jakiś czas temu przy okazji słuchania soundtracków na YouTube trafiłam na bardzo ciekawy cover jednego z utworów z Mass Effect 3. Cover był w aranżacji metalowej… Najbliższe mi osoby wiedzą jak uwielbiam ME i metal. Te stworzone przez użytkownika Sebdoom są połączeniem moich pasji.
Sebdoom, a właściwie Sébastien Pierre, to młody francuski grafik i muzyk w jednym. Człowiek orkiestra- rzekłabym. Zalicza się do tych osób, które, gdy coś projektują, to wkładają w to całe swoje serce. Ale piękne okładki, modele 3D i animacje to nie wszystko. Sébastien poza swoimi dwoma zespołami, skupia dużo uwagi na własnych projektach. Jednym z nich są covery i interpretacje muzyki z serii Mass Effect. Wyobraźcie sobie taki widok:

Stoicie na pustkowiu, piasek pod waszymi stopami jest rdzawoczerwony. Jest gorąco, jednak przez swój skafander nie odczuwacie aż tak tej temperatury. Nagle zza skały wyskakuje na was potwór- monstrum z kolcami na łbie i z zębatą paszczą. Wraz z dwoma towarzyszami próbujecie go pokonać, ale w karabinach szturmowych kończy się amunicja…
Jedna z osób pada z krzykiem na ziemię…
Sceneria się zmienia- jesteście w pradawnej puszczy, pachnie deszczem jak lasach Amazonii. Wasz statek się rozbił, a wy musicie porozmawiać z tubylcami czy pomogą wam go naprawić. Niestety, nie wszyscy są przyjaźnie nastawieni…
Zabijający mróz i śnieżyce. Wy, sami, badacie pozostałości ruin obcych cywilizacji. Musicie znaleźć wszystkie glify…
Szare skały.
Mnóstwo gwiazd nad wami.
Niebezpieczeństwo czai się dookoła.
Jesteście tacy mali…
Witajcie w Andromedzie.
Z pobliskiego radia w dokach rozbrzmiewa ta muzyka:

Co czujecie w tym momencie? Strach przed nieznanym? Ekscytację? Niepewność czy dacie radę stworzyć nowy świat i go ochronić? Pewnym jest to, że dzięki muzyce Sebdoom’a zobaczycie wszystkie te obrazy, które wcześniej opisałam. I emocje- mnóstwo emocji. Ostre, ale melodyjne riffy gitarowe wraz z perkusją połączone z oryginalną muzyką dają niesamowite wrażenie. Miłośnicy muzyki metalowej przyznają mi rację, że wszystko co zmieni aranżację na metalową staje się o wiele lepsze. ¬Cóż… W tym wypadku to prawda. Myślałam, że soundtracki z Mass Effectu już były cudowne, jednak kiedy poznałam twórczość Sébastiena- zmieniłam zdanie. Klasyczna ścieżka dźwiękowa poprzetykana jest w dużej mierze również efektami klawiszowymi. Czasami ma się wrażenie, że to całkiem nowa piosenka (gdyby nie doskonała znajomość muzyki z gry). Dla Sébastiena OST jest wyłącznie motywem wyjściowym dla stworzenia czegoś nowego, wyjątkowego. Te interpretacje są historią, którą opowiada Sebdoom. „Ja, jako Pionier/Komandor Shepard” – taka myśl się nasuwa, gdy słyszymy tę muzykę. Dla laików i nie znających uniwersum Mass Effectu jest to po prostu bardzo dobra muzyka. Do jakiego gatunku bym ją przypisała? Myślę, że to coś pomiędzy emo, gothic a progressive metalem. Niejako same soundtracki wyznaczają ciągłe zmiany tempa i dodatkowe „muzyczne smaczki”. Ładnie dobrane efekty na klawiszach od razu sugerują tematykę kosmosu i gwiazd. Sebdoom łapie te gwiazdy w swoje ręce, ich energia spływa w głąb instrumentów i tworzy nowe ciała niebieskie. Trwa nieustający taniec narodzin i śmierci. Raz muzyka podtrzymuje nas na duchu, kiedy indziej jest hołdem dla poległych. Gdyby nie oczywiste powiązanie z Mass Effectem covery Sébastiena można by dopasować do wielu filmów czy nawet książek (przykładem niech będzie film „Gabriel” w reżyserii Shane’a Abbess czy książki Mai Lidii Kossakowskiej „Siewca Wiatru”).
Nie wszystkie utwory są stricte metalowe. Album „Mass Effect Andromeda Interpretations” jest utrzymany w bardziej elektronicznym klimacie, mocno zbliżonym do stylu oryginalnych soundtracków. Mimo to nie traci absolutnie na epickości ( bo co to za recenzja na ArdeaART bez słowa „epicki”). Jednak w tym przypadku Sebdoom najbardziej odchodzi od oryginalnego brzmienia soundtracku z Andromedy. Czy to dobrze? Moim zdaniem tak. Sébastien dzięki temu tworzy coś zupełnie nowego. Coś, co być może zostanie docenione i wykorzystane w przyszłości w grach.
Komu polecam muzykę Sébastiena Pierre? Fanom Mass Effectu- to na pewno. Ale również miłośnikom lekkiego metalu progresywnego, bo muzyka Sebdoom’a jest na tyle łatwo przyswajalna, że można jej słuchać o dowolnej porze dnia. Oczywiście mimo wszystko polecam jednak wieczór i noc (a jeszcze lepiej pod gołym niebem). Przez specyficzne połączenie elektroniki z tradycyjnymi dźwiękami fani muzyki soundtrackowej, klubowej i metalcorowej znajdą coś dla siebie.

Uzupełnieniem tej recenzji jest krótki wywiad przeprowadzony z Sébastienem- zapraszam serdecznie do przeczytania również i jego 😊

Muzykę Sebdoom’a znajdziecie m.in. na jego stronie na Bandcampie: https://sebdoom.bandcamp.com
Sebdoom na Facebook’u: https://www.facebook.com/sebdoom.covers