authority-gora

Krótko, ale niebanalnie – recenzja płyty „Bona Fide” (Authority)

      Rzadko kiedy zdarza się, żeby założony np. w czasach szkolnych zespół przetrwał aż kilkanaście lat. Zazwyczaj przez zmęczenie materiału członkowie zespołu rozchodzą się w swoje strony. Ale ci, którzy wytrwali, mają w swojej muzyce coś, czego nie da się pominąć w trakcie słuchania. Takim zespołem jest właśnie Authority. Przez nadmiar najróżniejszej muzyki tworzonej obecnie dla, początkowo, niewielkiej publiczności, EP „Bona Fide” jest prawdziwym, acz pewnie niedocenionym, odpoczynkiem.

      Płyta jest naprawdę bardzo, bardzo ciekawa. Mówią, że nie ocenia się książki po okładce, ale tym razem to, co na zewnątrz jest równie dobre jak wnętrze. Okładka płyty ma bardzo ładne odcienie granatu i niebieskiego. Uwielbiam te kolory, więc można się domyślić, że byłam zachwycona, kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki „Bona Fide”. Co więcej, okładka jest matowa- o takim powlekaniu papieru pisałam przy okazji recenzji mojej fotoksiążki- rewelacja. Na wewnętrznych skrzydełkach znajdują się teksty piosenek. Kolejną rzeczą, jaką muszę pochwalić są grafiki. Niektórzy nie zdają sobie sprawy jak ważnym elementem dla początkujących zespołów jest wybór dobrego grafika (czy to do tworzenia plakatów, czy właśnie okładek płyt). Niby nic, a jednak te szczegóły bardzo zachęcają do sięgnięcia po płytę.

                        authority_4  authority_5  authority_6

      Zwrot „bona fide” oznacza coś prawdziwego, autentycznego. Tytuł trafny, Authority śpiewa o tym, co w dzisiejszych czasach napawa nas lękiem i doprowadza do złości. Płyta, choć krótka muzycznie, bogata jest w ważne treści.

      Pierwszy utwór porusza temat obawy o kobietę, a dokładniej matkę. Ale czy na pewno? Gdyby zagłębić się w tekst można dojść do wniosku, że opisy równie dobrze pasują do Polski. Odpowiednie byłoby również w tym momencie skojarzenie z Czarnym Protestem, głośnym medialnie wydarzeniem z 3 października br. kiedy to tysiące kobiet wyszły na ulice walczyć o swoje prawa. Narrator z utworu „Matka” zdaje się utożsamiać z wszystkimi kobietami, które spotkał los braku wolności osobistej.

      „Do władzy”- jak sam tytuł wskazuje piosenka o zabarwieniu politycznym. Można by rzec- utwór jakich wiele. Jednak niesamowicie przekonujący głos Sebastiana i melodyjne riffy sprawiają, że trzeba się wsłuchać. „Do władzy” krótko i dosadnie przedstawia błędy władzy, która powinna przecież pomagać w poprawieniu życia ludzi- jest ich ambasadorem! Narrator obawia się ponadto, że może nadejść dzień, kiedy poddadzą indoktrynacji również i jego. Jak ta historia się kończy? Posłuchacie sami.

      Nadszedł czas na „Ciszę”. Mimo ciężkiego brzmienia jest to utwór refleksyjny. Tak, to utwór w mojej nomenklaturze określany mianem epickiego. Wyliczenie emocji, jakie targają bohaterem, potęgują przeżycia. Chwilą ulgi w chaosie uczuć jest papieros, ale szybko okazuje się, że „nic nie jest w stanie pomóc mi już”. Zgodzę się ze stwierdzeniem, że szarość dnia codziennego i niepowodzenia mogą przytłaczać, ale czy na pewno nic nie jest w stanie pomóc? Mamy przecież muzykę…

      Utwór ostatni, „Wodzu”, jest opowieścią o… no, pewnym człowieku. Ha, jak zwykle zostawię coś dla słuchaczy, zwłaszcza że przy tak dobrej, a krótkiej płycie grzechem byłoby wyjawiać od razu wszystkie sekrety. Jednak przy tym utworze, pod koniec słuchania płyty (i nie skłamię, pisząc, że chyba piąty raz) doszłam do ciekawego wniosku.

      Authority stwierdza, że nie do końca wiedzą, jakim gatunkiem określiliby swoją muzykę. Po przesłuchaniu „Bona Fide” śmiało mogę potwierdzić trzy gatunki: rock (z „momentami” metalu) progresywny, hard rock i… emocore. Tak, tak, emo! Dla niektórych jest to nie lada obelga, ale spokojnie- ta klasyfikacja wiąże się wyłącznie z tekstami dotyczącymi emocji. Bez żadnej przesady właściwej stereotypowym emo. Mimo takiego gatunku „Bona Fide” jest lekką i dynamiczną płytą na każdy wieczór. Piosenki nie tworzą jednej historii więc śmiało można słuchać każdej z osobna bez powiązań z utworem poprzednim czy następnym. Może czasami zespół powiela pewne schematy, ale wychodzą cało z opresji dzięki poetycko brzmiącym tekstom i naprawdę porządnej muzyce. A do tego ten wokal…

 

Authority – „Bona Fide” (2016)

  1. Matka
  2. Do władzy
  3. Cisza
  4. Wodzu
  5.  
     

    Więcej informacji znajdziecie na stronie zespołu Authority